Z PAMIĘTNIKA


Z PAMIĘTNIKA - 4 LIPCA 2007

    Po roku matematycznego niebytu (klasa dziennikarsko-teatralna, a w maju ultrahumanistyczna matura) wracam do Rybkówki, tym razem – w roli nieścisłowca-obserwatora. Wymarzona okazja dla dziennikarza-amatora, przyjrzeć się Warsztatom „od drugiej strony”, z dystansu, ale przecież pamiętając doskonale, jak to było rok temu.



    HOME, SWEET HOME

    Busy z Lublina do Zakopanego spóźniają się o 1/4 czasu drogi i to jest aksjomat, w dodatku potwierdzony empirycznie. Jak się okazało, nie tylko z Lublina. Kadra (jak zwykle pełna zapału i, tak naprawdę, niewiele starsza od uczestników obozu, co niektórych szokuje, a wszystkich – zachwyca) podejmuje nas, „nieco” spóźnionych, ciepłą herbatą (mamy góry w początku lipca: zimno i pada). Atmosfera – z początku siłą rzeczy trochę sztywna i niepewna – szybko rozluźnia się, wymieniamy wrażenia z podróży i nowości. I już jest tak, jak rok temu: „czujcie się jak w domu” traci swój czysto kurtuazyjny charakter, jesteśmy tu u siebie. Wróciłam…
    Popołudnie schodzi na odświeżaniu znajomości sprzed roku ([odkrywczo:] „Ej, a ja ciebie pamiętam!”). Okazuje się, że kilka wymienionych smsów i mejli to za mało: przerzucamy się rewelacjami – przede wszystkim ustalamy, jak wypadła matura i kto gdzie zamierza studiować. Ale znajduje się też czas na nieco inne rozmowy: matematyk też człowiek, wygadać się potrzebuje, czasem spyta o radę, a i wyżalić się nie zaszkodzi. Naturalnie, wszystko w starannie wyważonych proporcjach ;-).

    INTEGRACJA-TO JEST TO

    Jaki jest najlepszy sposób, by skłonić młodzież (poza)szkolną do zamknięcia się w pokoju? – wpisać w plan dnia złowieszcze hasło „zajęcia integracyjne”. Niestety, w – całkiem sensownym zresztą - regulaminie, który półświadomie podpisaliśmy, znalazł się równie złowieszczy punkt: „uczestniczę we wszystkich zajęciach”… No, dobra. Ale tylko w ten pierwszy dzień – karnie udajemy się na miejsce kaźni (świetlica welcome to). Zastajemy tam krąg podobnych do nas, z jasnym przesłaniem do świata – „nie, nie wyjdę na środek i nie opowiem o sobie… piosenki też wam nie zaśpiewam!” – wypisanym na twarzach. I teraz zwrot akcji o 180°: już za kilka minut rozlegają się radosne pokrzykiwania, wśród których najwięcej emocji budzą „Emerytowana Edyta”, „Trędowaty Tomek”, „Piotrek spacja Pro” i „Magda eM (?!)”. Po chwili biegamy po ławkach (jak te rącze gazele ;) ) trzymając się sufitu (nie próbujcie tego w domu) i ratujemy spadających, sami chwiejąc się od śmiechu. Na okrasę: „papier-nożyce-kamień w wersji „smok-rycerz-księżniczka” (i baranek!!!) oraz przeurocza zabawa, w wyniku której po sali toczą się trzy stadka pokwikujących beztrosko młodocianych matematyków, splątanych górnymi kończynami… Jednym słowem – sielsko. Efekt? Przy kolacji gadamy ze sobą już jak starzy znajomi. I dobrze – może właśnie w takiej roli spotkamy się za rok?...



Weronika Grygielska



Wszystkie prawa zastrzeżone / All rights reserved
Copyright © by "KWADRATURA KOŁA"| Design & Engine by Trajektoria