Z PAMIĘTNIKA


Z PAMIĘTNIKA - 9/10 LIPCA 2007

    Tak, jak przewidywaliśmy – wczoraj cieszyliśmy się ostatnimi promieniami słońca. Wobec tego podczas dzisiejszej Imprezy Na Orientację (INO) rozwiązywaliśmy zadania z wyrzutem zerkając na zasnute ciężkimi chmurami niebo, a później biegaliśmy po Krupówkach w poszukiwaniu strategicznych punktów w strugach deszczu – co jednak nie zdołało nam zepsuć świetnej zabawy! ;) Formuła INO, nieco inna niż w zeszłym roku i – moim skromnym zdaniem – jeszcze ciekawsza zakładała, poza „roztrzaskaniem” kilku zadań, wypełnienie kwadratu magicznego – tutaj przydały się cenne wiadomości z pierwszych warsztatów – oraz odnalezienie w centrum Zakopanego kilkunastu miejsc, które należało zaznaczyć na mapie. To pewnego rodzaju synteza i podsumowanie tego wszystkiego, co działo się przez ostatnie dni: trochę (ale bez przesady!) problemów matematycznych, szczypta orientowania się w terenie i poznawanie miasta, a także (przede wszystkim!!) fantastyczny czas spędzony w doborowym towarzystwie – bo działaliśmy w zespołach.
    Po Imprezie – niespodzianka – wyjście do kina na „Shreka trzeciego”, czyli kolejna dawka śmiechu i chwila wytchnienia po uporaniu się z wyzwaniem, jakim było niewątpliwie INO. Na okrasę jeszcze godzinka czasu wolnego (którego pojęcie ponoć nie istnieje na obozie – patrz regulamin – a to dowód, że nie jest tak rygorystycznie, jak niektórym mogłoby się wydać ;) ) na Krupówkach (czyt. zrób-pożytek-z-napędu-turbopierwiastkowego-i-zaopatrz-się-we-wszystkie- -potrzebne-pocztówki-i-znaczki-oraz-pamiątki-wszelkie-mając-do-dyspozycji- -45-minut-w-deszczu ;-) ).
    Po obiedzie zmiana klimatu: choć żaden z obozowiczów nie ma przecież problemów z liczeniem i doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, ile dni już spędziliśmy razem w Rybkówce – pożegnalny wieczór zaskoczył większość z nas. Bo jak tu uwierzyć, że czas się rozstać, skoro tak niedawno z mozołem powtarzaliśmy swoje imiona, przełamywaliśmy lody przy wspólnych posiłkach i nad zadaniami i badaliśmy, na ile pozwoli nam kadra?... Te ostatnie godziny spędzane w takim składzie osładzał nam tort (sprawiedliwie podzielona nagroda drużyn, które wygrały w Lidze) i ciastka oraz pożegnalna dyskoteka. Tym razem – ku uciesze ogółu – bardziej na rockowo (niech żyje „Baranek”!!), a pod koniec nawet nieco sentymentalnie. I, jeśli porównać tę potańcówkę z poprzednią, okaże się, jak bardzo zżyliśmy się ze sobą przez te kilka dni – tym razem bawili się już (no, prawie) wszyscy. Od samego początku do ostatnich taktów.
    Następnego dnia najcięższe bodaj wyzwanie od początku obozu – żegnanie i ściskanie kolejnych wyjeżdżających było trudniejsze nawet od wyznaczników macierzy. Te traumatyczne chwile umilaliśmy sobie kalamburami, tworząc przy okazji całkiem nowe, tchnące wręcz świeżością przysłowia, powiedzenia i mądrości ludowe (próbka: „Pada deszcz, o żesz”; „Jak sobie wykopiesz, tak się najesz”; „Nie kładź palca gdzie ci niemiłe” ;-) ). Zbierające się chmury po raz kolejny pokrzyżowały nam szyki i uniemożliwiły wypad w góry, ale za to mieliśmy karaoke – największy entuzjazm wzbudziły wokalno-taneczne popisy kadry („Nie mów nic, zabawa trwa!!”), ale nie zabrakło też, drugiego już w historii, złotymi zgłoskami zapisanego w dziejach muzyki estradowej, występu Wesołej Ekipy :-).



Weronika Grygielska



Wszystkie prawa zastrzeżone / All rights reserved
Copyright © by "KWADRATURA KOŁA"| Design & Engine by Trajektoria